fo_whs_top7.jpg

Strona główna

Nasza działalność

Wolontariat

Podziękowania

Darczyńcy

Wydarzenia

Myśli o Hospicjum

Przydatne adresy

1%

Kontakt




Sprawozdanie merytoryczne za rok 2016 (pdf) 

Wspierają nas:

Nasze stowarzyszenie otrzymało dotację na realizację zadania publicznego:
"Wszechstronna i profesjonalna opieka domowa nad chorymi w terminalnej fazie choroby nowotworowej oraz wspieranie ich rodzin w trakcie choroby, a także w okresie żałoby"





 
 
 

Wydarzenia

Szanowni Państwo,

Kontynuujemy prelekcje otwarte dla seniorów oraz dla rodzin, opiekujących się swoimi chorymi w domach, prowadzone przez lekarzy i pielęgniarki z długoletnim doświadczeniem w opiece nad osobami ciężko chorymi. Zapraszamy w środy 22 lutego i 15 marca na godz. 17.00 do Sekretariatu WHS przy pl. Inwalidów 3 (szczegóły w załączonym afiszu).

Prosimy o udostępnienie tej informacji osobom zainteresowanym.

Z wyrazami poważania Zarząd WHS


22 lutego 2017r o godz 17.00
Lek. Agnieszka Pichór
Co warto wiedzieć o lekach przeciwbólowych

15 marca 2017 godz.17.00
Lek. Joanna Cynke-Kowalczyk
Zespoły otępienne - czy można się przed nimi uchronić

Wstęp wolny


***



Barbara Wróbel z domu Śliwińska




Barbara Wróbel z domu Śliwińska, urodziła się 2 czerwca 1932 roku w Warszawie. Losy wojenne rzuciły ją wraz z rodzicami i bratem do Rzeszowa. Tam skończyła szkołę i pracowała w domu kultury. W Rzeszowie poznała swojego męża Tadeusza, młodego inżyniera, którego losy również zawiodły do Rzeszowa. W 1954 roku wyszła za mąż, ma dwie córki Dorotę i Renatę, dwoje wnucząt i dwóch prawnuków.
Z Rzeszowa wraz z mężem trafiła do Wrocławia, stamtąd do Kalisza, aż w końcu wróciła do Warszawy. Od lat 60-tych mieszkała wraz z rodziną na Bielanach, tu realizowała się jako matka, babcia i prababcia, poświęciła się pracy społecznej, przez wiele lat czynnie uczestniczyła w życiu Hospicjum. Dla tych którzy ją znali na zawsze będzie Basiunią.
(krótka notka rodziny Basi)

Mieszkając w Parafii św. Zygmunta na Bielanach, gdzie powstawało Hospicjum Warszawskie, przystąpiła do niego już we wrześniu 1996 r. Była aktywnym wolontariuszem zespołu bielańskiego przez długie lata, dopóki tylko pozwalało jej na to własne zdrowie. Zawsze można było na nią liczyć. Potrafiła opiekować się chorymi długo i z oddaniem, bohatersko radząc sobie w wielu trudnych, nieraz dramatycznych sytuacjach. Nie miała zwyczaju zostawiać ludzi samych sobie nawet wtedy, gdy wydawało się, że sami nie pozwalają sobie pomóc.
Była osobą głęboko wierzącą i prawdziwie, po chrześcijańsku kochającą i tym przyciągającą do siebie ludzi. Miała wielu przyjaciół wśród wolontariuszy Hospicjum, zawsze o nich pamiętała i lubiła robić im różne przyjemności. Przy Basi wszyscy czuliśmy się jakoś bezpieczniej, a jej wspaniała pogoda ducha i spokój wewnętrzny potrafiły łagodzić napięcia i zbliżać ludzi.
Długo chorowała, choć robiła to jakoś mimochodem, bez angażowania kogokolwiek w swoje kłopoty. Od ostatnich imienin już nie wstawała z łóżka. Coroczne grudniowe odwiedziny nie doszły już do skutku, już nie zdążyliśmy się z nią pożegnać… Zmarła w domu wśród bliskich 13 grudnia br. Podczas mszy św. w jej parafialnym kościele św. Zygmunta i pogrzebu na cmentarzu Północnym było jak zwykle wokół Basi serdecznie i pogodnie.
Basiu, chorzy potrzebują takich ludzi, jak Ty!


(BO)



***

Władysława Piechocka




W sobotę, 17 grudnia 2016 r. w wieku 93 lat zmarła nasza Włada - Władysława Piechocka, wolontariuszka WHS w Śródmieściu w latach 90’ ubiegłego wieku.
Urodziła się 9 stycznia 1924 r w Rohatyniu, między Lwowem i Stanisławowem. Podczas II wojny światowej była zesłana wraz z rodziną na Syberię, gdzie pracowała przy wyrębie tajgi. Tam też pierwszy raz zetknęła się ze śmiercią - na jej rękach zmarł jej ukochany braciszek. W nieludzkich warunkach przeżyła najpiękniejsze lata swojej młodości. Do Polski wróciła z polskimi żołnierzami w 1945 r.
W okresie powojennym pracowała w redakcji "Ekspresu Wieczornego". Około 1970 roku dołączyła do grona współpracowników palotyńskich, w 1984 r. włączyła się do Wspólnoty Ewangelizacyjnej ZAK i do śmierci była jej animatorką, a jej mieszkanie przy ul. Litewskiej stało się miejscem spotkań tej wspólnoty.
Kontakt Włady Piechockiej z Hospicjum Warszawskim (taką nazwę nosiło wtedy nasze stowarzyszenie) nastąpił po tym, jak usłyszała o nas w audycji telewizyjnej Aleksandra Małachowskiego nadanej 9 II 1989. Opowiedziała nam wtedy o swoim pierwszym kontakcie z ciężko chorą kobietą, której adres przekazał jej proboszcz parafii przy pl. Zbawiciela. Nie znała wtedy osobiście ani swojego proboszcza, ani osoby, do której ją kierował i była zupełnie zaskoczona tą prośbą, jednak zdecydowała się pójść. Zastała bardzo trudną sytuację i wielką niechęć, nawet agresję ze strony samotnej leżącej chorej w skrajnym zaniedbaniu, nie oczekującej już od ludzi niczego dobrego. Jednak Włada poczuła wtedy, że nie może zostawić jej w takim zupełnym opuszczeniu. Po wielu trudnych wizytach, na początku wbrew woli chorej i po ciężkiej pracy nad doprowadzeniem mieszkania do normalnego stanu została zaakceptowana, a później stała się kimś jej bardzo bliskim. Chora poczuła się znowu człowiekiem, akceptowanym, a nawet pokochanym. Włada umiała przywrócić chorej nadzieję i pozwoliła jej odejść spokojnie w poczuciu bezpieczeństwa.
Potem razem ze śp. Krysią Jasieńską i innymi osobami ze Śródmieścia stanowiły wspaniały zespół, skutecznie realizujący naszą pierwotną ideę hospicjum jako Asistentia paliativa et pastoralis. Jednak jej prawdziwym powołaniem była modlitwa i w miarę ubywania sił jej się głównie poświęciła. Jak piszą jej przyjaciele ze wspólnoty ZAK, pomimo sędziwego wieku swoją gorliwością mobilizowała wszystkich członków wspólnoty i była dla nich duchową matką.
Msza św. pogrzebowa przy pełnym kościele została odprawiona 28 grudnia w kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie, a 29 grudnia w Łodzi złożono ciało w grobie rodzinnym.
Władę zapamiętam jako osobę dzielną, rzeczową, pogodną, wręcz wesołą, lubiącą i akceptującą ludzi, a przy tym silną i wyjątkowo zintegrowaną wewnętrznie, gotową zawsze być podporą dla innych i zarażać ich swoim wewnętrznym spokojem i ufnością.


(BO)



***

4 czerwca 2016 r. zmarła Wiesława (Wiesia) Ramus

4 czerwca 2016 r. zmarła Wiesława (Wiesia) Ramus (ur. 1936), wolontariuszka grupy bielańskiej WHS w latach dziewięćdziesiątych, a po 2002 r. – wolontariuszka Archidiecezjalnego Zespołu Opieki Paliatywnej na Bielanach. Pozostaje w naszej pamięci jako bardzo lubiana, ciepła, ofiarna osoba, o niezwykłej cierpliwości w stosunku do chorych.



10 listopada 2015 r. zmarła nasza kochana Ewa Sadło, przez kilka lat masażystka w WHS




Ewa urodziła się 16 października 1966 r jako najmłodsze z czworga dzieci w rodzinie państwa Sadłów, pracowników cegielni w okolicach Chełma Lubelskiego. Była ulubienicą wszystkich. W dzieciństwie z powodu nowotworu usunięto jej obie gałki oczne. Żeby mądrze przygotować ją do samodzielnego życia, oddano ją do szkoły podstawowej w Zakładzie dla Ociemniałych w Laskach k/Warszawy, gdzie pozostała aż do matury. Siostry zapamiętały ją jako bardzo zdolną, energiczną i przedsiębiorczą dziewczynkę, która już w szkole potrafiła mieć własne zdanie. Szkołę zakończyła z dyplomem technika-masażysty, później studiowała psychologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po studiach zamieszkała w Warszawie. Była zdumiewająco samodzielna, swobodnie poruszała się po mieście, korzystała z Internetu, prowadziła życie towarzyskie. Kupiła mieszkanie, które sama urządziła, umiała gotować i piec ciasta, nosiła odprasowane bluzeczki i sweterki samodzielnie robione na drutach, była elegancką, zadbaną, atrakcyjną kobietą (to zdanie wspominającego ją jej księdza-spowiednika (sic!))… Sprowadzała interesujące ją książki, czytała, uczestniczyła w doszkalających kursach zawodowych. Obywała się prawie bez pomocy innych, za to sama chętnie bezinteresownie pomagała potrzebującym Kiedy ją poznaliśmy, zatrudniona była w Hospicjum Caritasu przy ul. Bednarskiej w Warszawie jako masażystka-rehabilitantka.

Podobną funkcję pełniła w WHS, choć dzięki swej energii, pogodnemu usposobieniu i niezwykłej wprost dzielności oraz przygotowaniu akademickiemu była świetnym mimowolnym psychologiem-praktykiem. Samą swoją postawą mobilizowała chorych i ich rodziny do aktywności, uczyła patrzeć na chorobę jako na zadanie, pomagała odzyskać nadzieję w realnych granicach.

Niestety, jej choroba z dzieciństwa dała znowu o sobie znać i Ewa musiała przeżyć z nią kilka trudnych lat i kilka operacji, między którymi heroicznie usiłowała pracować i żyć zwyczajnym życiem. Po jednej z nich, bardzo poważnej i obciążającej, zadzwoniła do mnie z prośbą o psychiatrę: „Ja ciągle płaczę, to jest nienormalne (!). Trzeba coś z tym zrobić”. Ostatecznie sprzedała warszawskie mieszkanie i wróciła w strony rodzinne. Zaopatrzyliśmy ją w koncentrator tlenu, co okazało się, niestety, złą wróżbą. Jeszcze na miesiąc przed śmiercią przeprosiła mnie przez telefon, że chwilowo nie może rozmawiać, bo pomylą jej się oczka w swetrze, który właśnie robi na drutach. Jednak było coraz gorzej. Ostatnie dwa tygodnie na własną prośbę spędziła w hospicjum stacjonarnym w Lublinie.

Odeszła 10 listopada rano, otoczona kochającą rodziną. Pochowano ją w rodzinnych Kaniach pod Chełmem w słoneczny dzień 11 listopada 2015 r. Taka była – dzielna, rzeczowa, patrząca zawsze do przodu, mierząca siły na zamiary, trochę zawiedziona, że życie mija i że nie zdążyła założyć rodziny. Swoją chorobę niosła z podniesioną głową, nie celebrowała jej, wszystkie siły wkładała w to, by pracować i być pożyteczną. Żegnaj, Ewuniu, do zobaczenia.


Buki



***



12 lipca 2015 r. odeszła nasza wieloletnia lekarka i wolontariuszka, a później sympatyk WHS – dr Róża Nowotna Walcowa




Od wielu lat mówiła o sobie „babcia staruszka”, ale do typowej babci staruszki była podobna jak maluch do ferrari. Wymykała się stereotypom i łamała wszelkie konwenanse. Była z tego pokolenia, które przez lata wydawało się nam niezniszczalne. Była przede wszystkim lekarzem. Takim prawdziwym, z pasją, oddaniem. Nie dorobiła się majątku, ale zyskała coś cenniejszego – wdzięczność pacjentów i szacunek lekarzy. Czynnie w zawodzie pracowała do 90. roku życia, przez ostatnie lata głównie w przychodni dla kombatantów. Przez ćwierć wieku była zastępcą ordynatora w Szpitalu Przemienienia Pańskiego, wychowała setki lekarzy, dostała niezliczone lekarskie odznaczenia, w tym najcenniejsze – Gloria Medicinae.

Pochodziła z lekarskiej rodziny, jej dziadek, ojciec i brat także byli lekarzami. Dziadek był twórcą uzdrowiska w Krynicy. Ojciec, dyrektor Szpitala w Zakopanem, wiedział, że córka także chce leczyć ludzi, ale naciskał, żeby poszła na prawo. Studiów prawniczych jednak nie rozpoczęła, bo wybuchła wojna (kiedyś powiedziała, że tylko dzięki wojnie udało jej się zostać lekarzem). W czasie okupacji rozpoczęła studia medyczne, a teorię z zajęć bardzo szybko musiała wprowadzać w życie, kiedy wraz z narzeczonym Janem Walcem, także studentem medycyny, oraz z bratem Gustawem Nowotnym zostali zaprzysiężeni jako żołnierze Armii Krajowej i weszli w skład szpitala powstańczego zgrupowania „Zaremba Piorun”. Już w czasie Powstania Róża i Jan wzięli ślub – był to pierwszy powstańczy ślub w Śródmieściu. Róża zamiast sukni miała żółtą jedwabną bluzkę zrobioną ze spadochronu. O tym oraz o wielu innych powstańczych ślubach opowiadał film dokumentalny Macieja Piwowarczuka „Żółta bluzka ze spadochronu – Epidemia Miłości” (https://www.youtube.com/watch?v=nNp375ltswo)

W Powstaniu była do samego końca. Podobnie jak do końca życia co roku z dumą brała udział w obchodach wybuchu Powstania Warszawskiego. Po wojnie wraz z mężem zamieszkała w Podkowie Leśnej pod Warszawą. Od razu po uzyskaniu dyplomu rozpoczęła pracę w szpitalu Dzieciątka Jezus. W 1961 r. uzyskała doktorat, a 6 lat później została zastępcą ordynatora oddziału chorób wewnętrznych w Szpitalu Przemienienia Pańskiego. Tę funkcję pełniła przez 24 lata, działała także aktywnie działała w „Solidarności” – z jej ramienia brała udział w obradach Okrągłego Stołu i Prymasowskim Komitecie Pomocy. Pracowała także w reaktywowanych Izbach Lekarskich, zasiadała w Sądzie Lekarskim i współtworzyła Kodeks Etyki Lekarskiej.

Jako niespokojna dusza uwielbiała podróże. Najpierw z mężem, potem z przyjaciółmi i wnukami zjeździła pół świata. Już po 90. urodzinach „nadrobiła zaległość” i odwiedziła Szwajcarię. Najbardziej kochała jednak dwa miejsca: Warszawę, w której spędziła prawie całe życie, oraz Zakopane, w którym się urodziła.

Całe życie była niezwykle aktywna, była kobietą czynów, a nie słów, choć o tym, co przeżyła i o ludziach, których spotkała, opowiadać potrafiła niezwykle ciekawie.

Pochłaniała niesamowite ilości książek, jej mieszkanie przypomina bibliotekę. Od deski do deski czytała codzienną prasę, tygodniki oraz miesięczniki lekarskie. Nie wyobrażała sobie dnia bez wieczornych wiadomości. Od 1989 r. nie opuściła żadnych wyborów, strofując wnuki: nie może wam być wszystko jedno, to jest wasz kraj!

Nigdy nie zapominała o urodzinach i imieninach dzieci, wnuków i prawnuczek. A nie byłoby trudno zapomnieć, bo poza dwójką dzieci (Anna i Jan – zm. 1993 r., literat, działacz opozycyjny) doczekała się ośmiorga wnucząt (Ika, Jędrek, Ewa, Zbigniew, Barbara, Jan, Maria, Edward) oraz pięciu prawnuczek (Eliza, Helena, Tosia, Dorota, Nina).

Robiła najlepszą na świecie wiśniówkę. Uwielbiała spacerować z psem (przez całe życie miała psa) i wygrzewać się na słońcu.


Wspomnienia wnuczki



***



Warszawskie Hospicjum Społeczne na Urodzinach Placu Wilsona!

W ramach II edycji żoliborskiego Festiwalu Joli Bord de l`Art – Piękny Brzeg Sztuki w sobotę 19 września 2015 nasi pracownicy i wolontariusze spotkali się z mieszkańcami Żoliborza w Parku Żeromskiego. Przez cały dzień na naszym stoisku opowiadaliśmy o naszym hospicjum i odpowiadaliśmy na wszystkie Państwa pytania.


Nowy magazyn
Od października 2014 korzystamy z nowego magazynu. Jest to lokal przylegający do naszego biura i dotychczasowego, maleńkiego magazynu w suterenie przy pl. Inwalidów 3.

Msze za naszych zmarłych
Msze za naszych zmarłych odprawiane są w każdy drugi wtorek miesiąca w kościele Świętego Alojzego Orione przy ul. Lindleya 12 o godz. 18.

Warszawskie Hospicjum Społeczne
pl. Inwalidów 10 m. 73, 01-552 Warszawa; KRS 0000041113; NIP 118-07-46-120;
Sekretariat: pl. Inwalidów 3, tel. +48 601 660 301; tel./faks: (22) 839 23 73; e-mail: sekretariat@whs.pl